Zapisz się do naszego newslettera

Zapisując się do newslettera jednoznacznie wyrażasz zgodę na Politykę prywatności

Instagram

  • Niesamowita wspinaczkowa przygoda ycia i kolejne kobiece wyzwanie! Relacje z
  • Jak tak za oknem zimno to moe chocia zdjcie ociepli
  • grskaliteraturakobieca Tak jak obiecaam krtkie podsumowanie najnowszej publikacji o Wandzie
  • Z cyklu kobiecegryodkulis Nieustanna walka z cikim plecakiem montblanc bykobiet
  • Ikona grskiego pikna matterhorn kobietagorom memories climbing mountaingirls outdoorwomen outdoors
  • To co lubi najbardziej w grach nomakeupdays nature freedom matterhorn
  • Szczegy dotyczce wyprawy na matterhorn znajdziecie na blogu kobietagorom memories
  • Feel sLOVEnia!!!  missing foreverinmyheart slovenia sowenia alpyjulijskie julianalps kobietagorom
  • konkurs Ostatnio chtnie zareagowalicie na moliwo otrzymania wlepek wic pomylaam

Najnowsze komentarze

Kilimandżaro – relacja

Góra dla wszystkich KOBIET!

Kilka słów o najwyższym szczycie Afryki:

Kilimandżaro, dumnie wznosi się ponad równinami Tanzanii na 5895 m n.p.m., to nie tylko najwyższa góra Afryki, ale jeden z największych wulkanów na całej planecie i najwyższa wolnostojąca góra na świecie! A co ciekawe, w jej skład wchodzą w sumie trzy szczyty powstałe w wyniku 3 ogromnych erupcji wulkanicznych: Shira, zachodnia krawędź masywu – 3962 m n.p.m., główny szczyt masywu Kibo – Uhuru (pl. ‘Wolność’) 5895m n.p.m. i Mawenzi 5150 m n.p.m. Kilimandżaro dla tanzańczków jest czymś więcej niż ogromną górą dzielącą ich od Kenii – jest znakiem wolności i potężnym symbolem kraju.

Pierwsze kobiety na Kilimandżaro:

Przed wybuchem I wojny światowej, pierwszej kobiecie udało się dotrzeć do Punktu Gilmana, była to pani von Ruckteschell. Pierwsza kobieta, która dotarła na Mawenzi, to Sheila MacDonald (1927r.). Najszybszego podejścia kobiecego na Kibo dokonała Rebecca Rees-Evans – 13h, 16min i 37sec (szlakiem Marangu) w 2005r. Natomiast najstarszą kobietą na szczycie Kilimandżaro była: Bernice Buurm – 83lata, w 2010r.

Góra na emeryturę?

Tym razem relację rozpocznę małą dygresją na temat tego, czy Kilimandżaro rzeczywiście jest tak prostą górą… Czy nie warto zostawić ją sobie np. na emeryturę? Tak jest! Ale!!! Standardowo – zawsze jest jakieś ‘ale’!!! Uważam, że nie ma czegoś takiego, jak łatwa i bezpieczna góra!!! Do każdego zdobywanego szczytu trzeba podejść z pokorą i rozsądkiem! Teoretycznie Kilimandżaro jest dla każdego, szczyt zdobywają dzieci, starsi ludzie, osoby niepełnosprawne, a nawet blogerki modowe (które ze sportem i outdoorem nie mają nic wspólnego). Jednak statystyki pokazują, że rocznie ginie kilka osób. Według władz parku prawie jedna na cztery osoby, które podejmują się zdobycia Kilimandżaro, nie dociera nawet do samego krateru. Do wyprawy na Kilimandżaro trzeba przygotować się teoretycznie, sprzętowo i dobrze byłoby przygotować się również kondycyjnie. Każda osoba wykazująca się odpowiednią postawą, rozsądnym podejściem do aklimatyzacji, sprawnymi mięśniami łydek i sporą liczbą ciepłych ubrań, jest w stanie dotrzeć na szczyt.

High life – plusy i minusy

Nie łudźmy się, że wyprawa na Kilimandżaro przypominać będzie typowe wysokogórskie wyprawy w Alpy, czy na Kaukaz! Dla niektórych będzie to plus, a dla niektórych spory minus. Dla amatorów jest to dobra wiadomość, otrzymacie bowiem w pakiecie przewodników, kucharza, 3 tragarzy, a nawet kelnera. J Natomiast dla osób spragnionych indywidualnych zmagań z górą, ciężkim plecakiem i samodzielnym outdoorowym życiem (wliczając topienie śniegu i stawianie bazy), będzie to spore rozczarowanie. Dla miłośników wypraw wysokogórskich, ta wyprawa będzie high life’m. 😉 Co nie oznacza, że jest zła, będzie po prostu kompletnie inna i myślę, że i tak warto się wybrać na Kilimandżaro i o tym przekonać.

Wielka piątka szlaków

Na szczyt Kilimandżaro można się dostać 5 szlakami, ja wybrałam i gorąco polecam szlak Machame (przez środek płaskowyżu Shira). Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że tą drogą pójdziemy dłużej niż najpopularniejszym szlakiem Marangu, dzięki czemu mamy większą szansę na aklimatyzację (6dni i pięć nocy). Choć ten szlak uważany jest za nieco trudniejszy – stąd jego nazwa Whisky, w przeciwieństwie do Marangu, który nazywany jest szlakiem Coca-Coli, to jednak – jak pokazują statystyki, większy procent osób tą drogą zdobywa szczyt, głównie dzięki lepszej aklimatyzacji. Kolejnym powodem, dla którego wybrałam ten szlak są krajobrazy, które można podziwiać każdego dnia podejścia. Kilimandżaro posiada od 4 do 6 osobnych stref roślinności: tereny uprawne i lasy, wrzosowiska i wysokogórskie łąki, wysokogórska pustynia i pokrywy lodowe – tego wszystkiego doświadczycie podczas podejścia szlakiem Machame. Dodatkowo z tego szlaku będziecie mogli podziwiać najwyższy aktywny wulkan w Afryce – Mt Meru. Kolejna dodatnia cecha szlaku Machame, jest taka, że nie schodzimy tę samą drogą. Podczas podejścia szlakiem Mweke będziemy mogli zobaczyć suchą górską pustynie i bujny nizinny las.

 

RELACJA

I dzień

Brama Machame -> Schronisko Machame
Odległość ok. 11km, zdobyta wysokość ok. 120m

Pierwsza rada – brama Machame, to ostatnie miejsce z czystą i w miarę cywilizowaną toaletę, tego dnia podejście będzie trwało ok. 5h, warto więc skorzystać jeszcze z tego przybytku czystości. W tym dniu trzeba też zaopatrzyć się we własny zapas wody!!! Jeżeli chodzi o jedzenie, to otrzymujecie lunch box od swojego kucharza, w którym znajdziecie pełne energii smakołyki takie jak: kanapka, nóżka od kurczaka, muffinka, banan, soczek owocowy i jajko. :p

Ten dzień, to przede wszystkim przyjemny trekking, na początku w ogóle nie wymagający – delikatne podejście pod górę, przechadzka przez ciemny i głęboki las deszczowy. Pamiętajcie o schowaniu w swój podręczny plecak kurtki przeciwdeszczowej, na tym etapie mogą spotkać Was przelotne deszcze lub nawet spore ulewy. Na tym fragmencie trasy spotkacie niecodzienne i bardzo ciekawe odmiany kwiatów, paproci i wysokich na 30m drzewa. A jak intensywnie wytężycie wzrok, to na koronach drzew dostrzeżecie niesamowitą odmianę małp Gereza (Colobus).

 Im dalej w las 😉 tym wzrasta stopień nachylenia, po kilku godzinach las się przerzedza i dochodzimy do wrzosowiska, gdzie przeważają wysokie trawy i olbrzymie wrzosy.  A na wschodzie otwiera się piękny widok na Kibo.

kilimandżaro

Dochodzimy do bazy Machame, która znajduje się w zaskakująco pięknych okolicznościach przyrody. Nasza baza namiotowa już została wcześniej rozstawiona przez tragarzy (nawet karimata napompowana i śpiwór rozłożony), a w namiocie jadalnym czeka gorąca dwudaniowa obiadokolacja przygotowana przez kucharza. To jeszcze nic, kelner przynosi Wam do namiotu miskę gorącej wody, dzięki czemu możecie pozwolić sobie na luksusową toaletę – przy mroźnych alpejskich wyprawach muszą wystarczyć nawilżające chusteczki – tutaj high life! A obiadokolacja nie byle jaka, nie myślcie sobie, że to jakieś pitu pitu, to: pyszna zupa, na drugie danie ziemniaki, ryba, sałatka, a na deser świeże owoce: np. ananas, arbuz czy banany.

kilimandżaro

W obozie znajdują się toalety, może nie tak luksusowe jak w Alpach, ale zdecydowanie lepsze i bezpieczniejsze niż opcja wystawiania się na zimno i robactwo. 😉

Podstawowa zasada podczas podejścia na Kilimandżaro, to ‘pole, pole’! Przygotujcie się też na to, że już na tej wysokości noce są bardzo chłodne. A więcej informacji i porad możecie znaleźć na Informacje i porady praktyczne – Kilimandżaro

kilimanjaro

II dzień

Schronisko Machame -> Jaskinie Shira
Odleglość ok. 5km, zdobyta wysokość ok. 800m

Na ‘dzień dobry’ również kelner rozpieszcza Was gorącą wodą do mycia, a następnie rozpieszcza Was kucharz, dwudaniowym śniadaniem: gorąca owsianka, jajecznica, parówki, warzywa oraz naleśniki i tosty. Takiego luksusu nie mam nawet w domu. 😉

Tego dnia czeka nas krótkie, ale intensywniejsze podejście, ok. 4h. Trasa bardziej stroma niż poprzedniego dnia, podchodzenie po kamieniach i schodach, ale wciąż trasa ta nie jest bardzo wymagająca fizycznie. Rozpoczynamy podejście przez lasy karłowate, a następnie płaskowyż Shira – wraz ze wzrostem wysokości, większość roślin zmniejsza swoje rozmiary. W pełnym słońcu trasa ta byłaby zapewne trudniejsza do zniesienia. Wiele zakrętów i mało cienia, może być męczące przy popołudniowym skwarze lejącym się z nieba.
kilimandżaro

kilimandżaro

Niestety tylko od rana mieliśmy słońce, im wyżej byliśmy, tym zachmurzenie było częstsze. Pod koniec słońce już całkowicie zniknęło, nadciągnęła mgła i silny wiatr. Podobno na tym etapie są naprawdę piękne widoki, nam niestety nie dane było ich podziwiać. Najlepiej oprócz kurtki wziąć bluzę lub bluzkę z długim rękawem. Jeżeli zdecydujemy się na trek w krótkich spodenkach, dobrze wziąć do plecaka długie. W krótkich pod koniec było już bardzo zimno.

 

kilimanjaro

 

kilimanjaro

Jeżeli chodzi o załatwianie swoich potrzeb fizjologicznych, to na typ etapie występuje sporo roślinności, więc śmiało można zniknąć w gąszczu krzaków lub – jak dacie radę trochę dłużej wytrzymać, wyżej napotkacie latryny, takie jak ta…

toaleta

Po kilku godzinach podejścia do tzw. jaskiń Shira, znów mamy już rozstawiony obóz i gotowy lunch, tym razem: zupa i spaghetti z kurczakiem. Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, już po chwili wychodzi słońce i ukazuje się piękny widok na całą bazę i przykryty chmurami wierzchołek Kibo.

kilimanjaro

Wybieramy się na pobliskie skały, aby zrobić dodatkową małą aklimatyzację. Stąd ukazuje nam się wulkan w całej okazałości. Piękny i majestatyczny zarazem. Następnie wracamy do bazy na luksusową obiadokolację: zupa oraz ryż z wołowiną i warzywami.

 

III dzień

Jaskinie Shira -> Lawa Tower -> Schronisko Barranco
Odległość ok. 11km, zdobyta wysokość ok. 150m,  Lawa Tower – 4600m

Tego dnia naprzemiennie będziemy podchodzić i schodzić, ok. 6-7h. Trzeba przygotować się na 4 pory roku, w plecaku mieć oprócz kurtki, również ciepłą bluzę i rękawiczki. Zaopatrzyć się też w batony energetyczne i naprawdę dużo pić. Na trasę znów otrzymamy pełny energetyczno-wartościowy lunch box, jednak tym razem podchodzimy cały dzień i zdobywamy sporą wysokość, dodatkowa energia będzie zatem niezbędna.

Możemy czuć się lekko zawiedzeni, że po 10km zdobyliśmy zaledwie 150m wysokości. Jednak ten odcinek jest bardzo ważny dla aklimatyzacji, ponieważ idąc przez wieżę Lawy (Lawa Tower), wejdziemy tego dnia na wysokość 4627m, spać jednak będziemy na wysokości 3900.

Dzień rozpoczął się w pełnym słońcu i droga na początku była bardzo przyjemna. Zaczyna się jednostajnym, delikatnym podejściem przez suchy, usiany głazami teren płaskowyżu Shira. Ścieżka regularnie wznosi się i opada, potem zachowuje stałe, niewielkie nachylenie, a roślinność na tej mroźnej pustyni prawie całkowicie zanikła. W przypadku naciśnięcia pęcherza schować się będzie można już tylko za głazami.

Choć trekking delikatny, to jednak już tutaj mogą pojawić się przejawy wysokości, mnie dopadły na ok. 4100, niestety musiałam wymiotować, ale dzięki temu w sekundę zrobiło mi się lepiej. 😉 Dosłownie też w kilka minut nadciągnęła burza z silnym wiatrem i gradem, pogoda się załamała i dalsze podejście naprawdę dało nam odczuć siwe znaki. Spadek temperatury, silny wiatr z gradem na pełnej ekspozycji sprawił, że fragment trasy do Lawa Tower na 4600m był naprawdę wymagający i nieprzyjemny.

 

Na szczęście po kilku minutach spędzonych pod wieżą Lawy wyszło słońce i w lepszych warunkach atmosferycznych, chowając się przed wiatrem w skałach, mogliśmy skonsumować lunch.

kobieta

Dalej ścieżka kilka razy wznosi się i opada, ostatecznie schodząc do zachwycającej doliny Barranco. To olbrzymi żleb na południowej ścianie Kibo. Na tym fragmencie zaobserwujemy ciekawe drzewa i krajobrazy, jednak nam nie było dane zachwycać się widokami, gdyż pogoda ze słonecznej zmieniła się w deszczową i mglistą, więc trzeba było przyspieszyć kroku i intensywniej schodzić do bazy.

Z obozowiska mamy spektakularny widok na południową ścianę Kibo. Z tego punktu wulkan wygląda naprawdę imponująco i wzbudza niewiarygodny respekt. Na tej wysokości jest już naprawdę zimno i może doskwierać ból głowy. Na obiad podano: zupę, makaron z wołowiną i warzywami. 😉

kilimanjaro

IV dzień

Schronisko Barranco -> Schroniska Barafu
Odległość ok. 9km, zdobyta wysokość ok. 680m

Kolejny długi i tym razem bardziej wyczerpujący dzień przed nami. Będziemy podchodzić ok. 6-7h. Najtrudniejsza część dnia, to sam jego początek – godzinne prawie pionowe podejście wspinaczkowe z użyciem rąk na znajdującą się na wschód od obozowiska Wielką Ścianę Barranco, lub inaczej ścianę Wyłomu, czy też Breakfast Wall.

Po krótkiej przerwie rokoszować się będziemy relatywnie łagodnym zejściem do wąwozu poniżej. Płaski obszar pokryty żwirem. Mijać będziemy serie mini-dolinek. A następnie znów schodzić w dół bardziej stromych stoków doliny Karanga, wzdłuż skalisto-błotnej ścieżki. To jednak koniec ‘zejść’ w tym dniu.

meru

Przed nami strome podejście krętą ścieżką na szczyt tzw. Obozu doliny Karanga. Niezbyt miłe miejsce , chłostane wiatrem i będące w opłakanym stanie, z atmosferą  przypominającą obóz uchodźców.

Tutaj mamy dłuższą przerwę lunchową na świeżo szykowana przez kucharza i pomocników. Mnie ten dzień już zdecydowanie bardziej daje w kość, pojawia się zmęczenie i  brak apetytu, jednak szybko powraca chęć jedzenia nawet na wysokości ok. 4000m, gdy kelner podaje Tobie: frytki, kurczaka i pyszną sałatkę. 😉

Przed nami dalszy trek i podejście między głazami, spękanymi skałami i kamieniami tego zamglonego górskiego zbocza. Na szczycie trasa schodzi do płytkiej doliny. Schronisko Barafu leży na końcu doliny i osiągamy je dopiero po wdrapaniu się na ścianę klifu i 15-25min marszu. Jesteśmy na prawie 4700m, coraz bardziej odczuwalna jest wysokość, doskwierać może ból głowy i zmęczenie. Barafu oznacza w suahili – lód, i tu zdecydowanie odczuwa się już chłodny powiew od lodowca Rebmanna.

kilimanjaro

Obiadokolacja: zupa i wołowina z warzywami (podaję całą kartę naszego menu nie bez powodu, wiele osób pyta mnie konkretnie, jakiego rodzaju jedzenia można się spodziewać – jeżeli jesteście na coś uczuleni, lub preferujecie jedzenie wegetariańskie, to można to zgłosić agencji, u której wykupujecie trek, wówczas uwzględnią to w menu. Modna dieta wegańska raczej nie wchodzi w grę. :p).

Przed nami tylko kilka godzin snu – 24:00 rozpoczynamy atak szczytowy.

V dzień

Schronisko Barafu -> Punkt Stelli -> Wierzchołek Uhuru
Odległość ok. 5km, zdobyta wysokość 1200m

Przyszedł czas na zdobywanie każdego metra. Atak szczytowy, to kilkugodzinne podejście na Punkt Stelli na obręczy krateru, po którym następuje 45min , mozolnego marszu na sam wierzchołek Uhuru.

Ten fragment podejścia jest trudny i wymagający, ale jeśli uda nam się uniknąć choroby wysokościowej, to nie ma powodu dla którego nie mielibyśmy stanąć na szczycie Kilimandżaro.

Droga zaczyna się godzinnym wdrapywaniem się wzdłuż skalnego grzbietu na małe klify, co jest najbardziej stromą częścią podejścia. Następnie czeka nas 2h przejście przez lodowiec Rebmanna. Przestrzegam osoby mniej zorientowane w temacie i jeszcze do tego momentu nie przekonane, że mimo iż podchodzimy na najwyższy szczyt Afryki, to jednak jest to prawie 6tysięcznik, więc jest naprawdę zimno i wietrznie! Pamiętać należy o utrzymywaniu stałego bardzo wolnego tempa. Wysokość może nas ‘sieknąć’ w każdej chwili. Wydaje się, że mijają wieki zanim naszym oczom pojawia się Punkt Stelli, wciąż będący nieprzyzwoicie daleko. A przed nami bolesne i wymagające sporej cierpliwości podejście po pionowym rumowisku (stopień nachylenia największy dotychczas), zsuwamy się bowiem przy każdym kroku na uciążliwym żwirze lub tak jak w naszym przypadku – grzęźniemy w śniegu prawie po same kolana. A do tego stoimy i czekamy w kolejkach trekerów z całego świata. Choć podejście daje w kość, to jednak widok, jaki ukazuje się wraz z wchodzącym słońcem zaskakuje tak bardzo, że trzeba choć na chwilę zatrzymać się i spróbować objąć ten nieziemsko piękny krajobraz swoimi oczami. Myślę, że najbardziej imponuje widok pobocznego wierzchołka Mawenzi, od razu człowiek dostaje dodatkowego kopa! Kibo od majestatycznego Mawenzi oddziela Siodło, zajmuje pow. 3600ha i jest największym obszarem alpejskiej tundry w całej Afryce.

 

Im słońce wschodzi wyżej, tym jesteś bliżej szczytu, jednak samo wejście na krater i Pkt Stelli, to jeszcze nie koniec przygody.

kobieta

Przed Tobą jeszcze 45min do najwyższego punktu całego kontynentu. Podchodzisz wzdłuż krateru do charakterystycznych drewnianych tabliczek, i dopiero wówczas masz zaliczony szczyt!

O 7:56 osiągnęłam szczyt Wolności!!!

Choć pogoda podczas podejścia nas nie rozpieszczała, to na te kilka bezcennych minut na szczycie wyszło słońce. Naszym oczom ukazał się ogrom 80km uśpionego wulkanu.

Widok zaskakiwał z każdej strony, a przede wszystkim po przeciwległej stronie zachwycił mnie lodowiec. Takich widoków się nie spodziewałam! Kompletnie odmienne niż w tradycyjnych górach widoki, niemniej jednak tak samo fascynujące i piękne!

 

kobieta

Niestety ze znikającym słońcem za chmurami trzeba było przerwać ten jakże błogi stan i wziąć się za schodzenie. Wracaliśmy trochę inną drogą do obozu Barafu i tutaj trzeba niestety bardzo uważać na kolana, schodzimy po żwirze, osuwającym się rumowisku, w którym nogi grzęzną prawie po kolana. Zdecydowanie nie jest to najprzyjemniejsza trasa, jednak w 2h byliśmy już z powrotem w namiotach.

To jednak nie koniec na dziś. V dzień to najtrudniejszy ze wszystkich dni, bowiem oprócz podejścia i zdobycia szczytu, trzeba tego samego dnia zejść aż na 3100m.

Wierzchołek Uhuru -> schronisko Barafu -> schronisko Mweke
Odległość ok. 11km, spadek wysokości 2789m

Po 2h odpoczynku w obozie, czeka nas 4h zejście, choć zmęczenie i obolałe nogi dają o sobie znać, to jednak ten fragment zejścia jest łagodny i nie wymaga za wiele wysiłku, przeszkadzać jedynie może brzydka deszczowa pogoda.

VI dzień

Schronisko Mweke -> brama Mweke
Odległość ok.9km, spadek wysokości ok. 1470m

Ostatni dzień choć najkrótszy, to dał nam odczuć anomalia atmosferyczne najbardziej. Przez całą noc i całe zejście do Bramy Mweke lał deszcz. Takiej ulewy, jak żyję nigdy nie widziałam i nie odczułam na własnej skórze. Choć zejście trwało tylko 2h, to byliśmy przemoknięci do suchej nitki, nie miałam żadnej powierzchni na swym ciele, która nie byłaby mokra, nawet gora tex w 100% nie pomógł.

Droga cały czas prowadziła przez las, fragmentami pojawiały się bardziej strome zejścia, choć głównie przeważały schody. Wprawdzie trasa jest bardzo łatwa, jednak po 5 dniach podchodzenia, nawet na tak łatwym fragmencie nasze kolana będą błagały o litość. 😉

Wyprawa na Kilimandżaro choć zupełnie inna niż szeroko rozumiane ekspedycje wysokogórskie, to warta przeżycia! Różnorodność, bogactwo oraz piękno fauny i flory są niesamowite i tak niecodziennych krajobrazów nie spotkacie na innych kontynentach! Ponadto Kilimandżaro, to przede wszystkim przygoda, którą możecie przeżyć wspólnie nawet z mniej doświadczonymi trekkerami i tu apeluję do kobiet, które niekoniecznie są doświadczonymi wspinaczkami. Zarówno ‘gospodyni domowa’, czy ‘Matka Polka’ z rozsądnym podejściem i odpowiednim przygotowaniem mogą osiągnąć ten szczyt wolności!!! Wystarczy trochę zapału i determinacji! Jednak zawsze pamiętajcie o bezpieczeństwie i o tym, by do wszystkiego podchodzić z głową i nie na siłę, a jeżeli macie objawy choroby wysokogórskiej, to odpuście, góra nie ucieknie, urlop będziecie miały następny, a pieniądze to rzecz nabyta, nie warta poświęcenia zdrowia, czy życia.

kobieta

4 komentarze

  • Beata

    2018-03-28 at 10:22

    Bardzo fajnie i lekko opisane. Ja rowniez bede miala okazje kroczyc sciezkami Machame,z jakim rezultatem?Jestem dobrej mysli,ale napewno nie zrobie niczego na sile(zdrowy rozsadek to podstawa).
    Zycze ci kolejnych udanych „atakow” szczytowych i wypraw na miare marzen.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Judyta

    2018-05-18 at 08:32

    Nie mam kompletnie doświadczenia w wyprawach wysokogórskich, na dodatek mam lęk wysokości i przestrzeni (przeraża mnie ekspozycja)- myślisz, że dałabym radę? Masz jakieś zdjęcia najtrudniejszych/najbardziej przerażających momentów? Eh, gdzie ja bym nie weszła gdyby nie moje ograniczenia 🙁

    Odpowiedz

Dodaj komentarz