Góry nie dla kobiet…

Autor: Daria Sieracka

Zacznę od wprowadzenia w temat osób, które aż tak dobrze i wnikliwie nie śledzą środowiska górskiego.

W zeszły weekend odbył się XXII Festiwal Górski w Lądku Zdrój – festiwal, który jest świętem wszystkich miłośników szeroko rozumianej kultury górskiej. Podczas kilkudniowego wydarzenia można było obejrzeć światowe premiery filmów o różnej tematyce związanej z górami i wspinaczką, spotkać się z ich reżyserami i głównymi bohaterami, poznać autorów książek górskich lub wybrać się na spotkania z wybitnymi himalaistami poświęcone konkretnym blokom tematycznym.

Jednym z tematów tegorocznej edycji festiwalu było oczywiste wielkie wydarzenie w świecie polskiego himalaizmu, czyli zbliżająca się Polska zimowa wyprawa na K2 – ostatni niezdobyty zimą ośmiotysięcznik. Miałam kilka pytań i wątpliwości, co do kryteriów i formy wyboru uczestników wyprawy, tym bardziej więc cieszyłam się na spotkanie z organizatorami i uczestnikami. Jak się okazało, nie tylko mnie nurtowało pytanie, dlaczego w 10-osobowym składzie nie ma żadnej kobiety, mało tego przez cały proces tworzenia się idei #K2dlaPolaków (którą bacznie śledziłam i wspierałam od zeszłego roku), ani razu nie pojawił się publicznie temat kobiecego pierwiastka…

Po przedstawieniu całej historii Polaków na K2 (w którą nota bene najbardziej wpisuje się Wanda Rutkiewicz, która jako PIERWSZA POLKA i KOBIETA NA ŚWIECIE stanęła na szczycie K2 latem), i zaprezentowaniu całego męskiego zespołu, który weźmie udział w wyprawie, przyszedł czas na pytania… Prawie od razu (nie zdążyłam nawet podnieść ręki) padło pytanie dlaczego w zespole nie ma żadnej kobiety? Spodziewałam się merytorycznej odpowiedzi, wyjaśniającej kryteria doboru poszczególnych członków wyprawy… Jednak odpowiedź Pana Janusza Majera (polski alpinista i himalaista, kierownik programu Polski Himalaizm Zimowy) daleko odbiegała od moich wyobrażeń, a co więcej w sekundę podniosła mi ciśnienie i wywołała gwizdy w wśród publiczności… Szef wyprawy najpierw coś bowiem przebąknął pod nosem, że wprawdzie była brana pod uwagę Agna (Agnieszka Bielecka –polska himalaistka), ale doszli do wniosku, że cytuję: „jedna Pani na dziesięciu chłopa to za mało”…!!!

Dowiedziałam się później, że na spotkaniu była obecna sama Agnieszka Bielecka, która próbowała dostać się do ostatecznego składu, jednak do tego momentu nie wiedziała, dlaczego jej kandydatura została odrzucona, jak pisze na swoim facebookowym profilu:

Na wiosnę zostałam zaproszona do tzw. „szerokiego składu” na zimową wyprawę na K2. Wzięłam udział w szkoleniach, zrobiłam wymagane badania, skontaktowałam się z trenerem i dietetykiem wyprawy. W sierpniu dostałam maila z informacją o decyzji finalnego składu wyprawy w którym nie było mojego nazwiska. Oczywiście byłam ciekawa dlaczego mnie na tej liście nie ma, ale o ile się orientuję nikt z tych którzy w ostatecznym składzie się nie znaleźli takich wyjaśnień nie dostał. Nie wiem kto podejmował decyzję i jakie były przesłanki. (Na liście znaleźli się moi serdeczni koledzy, którym zdarzało się wcześniej iść po przetorowanym przeze mnie szlaku w górach wysokich i którym zdarzyło się zwinąć trzeci obóz i zejść do bazy gdy jako jedyna z wyprawy byłam w ataku szczytowym.)

dalej przeczytać możemy:

Muszę powiedzieć że nie od razu dotarł do mnie sens tej wypowiedzi i pierwszą myślą było, że przecież już byłam jedyna na wyprawach i ok. Oczywiście kiedy po kilku sekundach dotarło do mnie to, co zostało powiedziane wstałam i wyszłam z sali (razem ze mną wyszli Jędrzej Kuziela i Janusz Niedbał).

Wypowiedź, choć nie zamierzona (Janusz Majer zamieścił przeprosiny na swoim profilu facebookowym), to nie podlega dyskusji, że bardzo seksistowska i niedopuszczalna… nie da się przejść obok niej obojętnie. Od razu bowiem nasuwa się problem, który miałam wrażenie, że już raczej zanika w alpinistycznym świecie… jak dodaje Agnieszka Bielecka:

Ten świat, to ciągle świat mężczyzn, mentalność, której efektem są takie słowa to ciągle nasza (kobiet) rzeczywistość.

Myślałam, że poprzedniczki Agnieszki, czy Kingi Baranowskiej, takie jak Wanda Rutkiewicz, Anna Czerwińska, Krystyna Palmowska, Halina Krüger-Syrokomska  już dawno przetarły szlaki współczesnym alpinistkom. Bezustannie walczyły w latach 80tych o dominację z męskimi współczynnikami wypraw (kierownikami, tragarzami, urzędnikami, a nawet religią – podczas działań w Pakistanie i Afganistanie, krajach muzułmańskich, w których kobieta-wspinacz nie była tolerowana). Często musiały się mierzyć nie tylko ze stereotypem kobiety, jako słabej jednostki, czy przełamywać społeczne konwenanse ‘wyrodnej matki’( pozostawiającej dzieci w domu, by realizować swoje pasje), ale ponadto wciąż spotykały się z seksistowskim i  przedmiotowym traktowaniem.

Między innymi dlatego najlepsza himalaista w historii Wanda Rutkiewicz postanowiła nie czekać na zaproszenia na męskie wyprawy i sama zaczęła organizować czysto kobiece wyprawy (m.in. w sierpniu 1975r. poprowadziła pierwszą kobiecą wyprawę na Gaszerbrum II i III Ladies Himalaya Expedition, w 1985r. pierwsze kobiece wejście na Nanga Parbat).

   

Uważana jest do dziś za upartą i trudną we współżyciu kobietę, ale czy to nie właśnie dlatego, że wciąż musiała udowadniać, że coś potrafi. Z każdym kolejnym sukcesem narażona była na krytykę i oskarżenia. Tak, jak w przypadku zdobycia Annapurny, jej ósmego ośmiotysięcznika. Zarzucono jej, że szczytu nie zdobyła (choć specjalnie powołana komisja uznała wejście Wandy). Jednak, czy u źródła całego tego niedorzecznego sporu nie stał po prostu fakt, że była kobietą… że miała na swoim koncie tyle samo ośmiotysięczników, ile Krzysztof Wielicki… że dorównywała jego osiągnięciom…?

Dzięki swojej zawziętości osiągnęła więcej niż mężczyźni,  jako pierwsza Polka i Europejka zdobyła najwyższy szczyt świata – Everest, a jako pierwsza Polka i kobieta na świecie – K2. Ucierając tym samym nosa niewierzącym w kobiece możliwości mężczyznom. Jednak zamiast zdobyć większy szacunek w środowisku wspinaczy, dźgnęła jeszcze bardziej w wybujałe męskie ego i stała się dla mężczyzn zagrożeniem.

Czyżby do dziś aż tak boli to naszą alpinistyczną kadrę narodową, że na tak ważną wyprawę jaką jest pierwsze zimowe zdobycie najniebezpieczniejszej góry świata kobieta w ogóle nie jest brana pod uwagę? A może Panowie boją się, że kolejny raz to kobieta okaże się lepsza od nich?

Myślę, że kolejnym przykładem na to, że kobiety w środowisku wspinaczkowym wciąż traktowane są niepoważnie i przedmiotowo było spotkanie poświęcone Wandzie Rutkiewicz w 25. rocznicę jej zaginięcia – na festiwalowej scenie Wandę wspominali Bogdan Jankowski, Janusz Fereński, Krzysztof Wielicki, Janusz Skorek, Bogumił Słama, a następnie Zbyszek Piotrowicz przeprowadził rozmowę z Anną Kamińską, autorką najnowszej publikacji poświęconej himalaistce – „Wanda. O sile życia i śmierci”.

Z całym szacunkiem do wszystkich Panów obecnych na scenie – czego dowiedzieliśmy się z tego spotkania o Wandzie Rutkiewicz? Czy machanie ręką Panów na sukcesy i wyprawy wybitnej himalaistki oraz ominięcie tego tematu, na rzecz wspomnień o tym, że była piękną kobietą i miała 320 rodzajów uśmiechów, którymi niby ułożyła sobie życie, czy wyśmiewanie i kpina z jej rzekomo naiwnej bojaźni przed gwałtem, uważacie za godne i należyte czczenie jej imienia i osiągnięć? Czy naprawdę nie można było chociaż częściowo wspomnieć, że w ciągu kilkunastu lat swoich trudnych i wymagających wypraw udowodniła, iż determinacją i siłą przezwyciężyła wszystkie bariery zarówno społeczne, psychiczne, jak i fizyczne, przełamując tym samym wiele kobiecych stereotypów funkcjonujących nie tylko w samym himalaizmie, ale również w przekonaniach silnie tkwiących w tradycji świata…?

Czy Panowie wciąż nie mogą się pogodzić z tym, że to Kobieta osiągnęła wielkie górskie sukcesy przed nimi i dlatego sprowadzają jej osobę do roli ładnego przedmiotu? Jak dobrze, że na scenę wkroczyła Pani Anna Kamińska, rozmowa  podniosła poziom i nabrała większych wartości merytorycznych.

Agnieszka Bielecka miała więc prawo poczuć się tak samo potraktowana:

Moje nazwisko padło w kontekście tej sytuacji i dlatego poczułam się osobiście obrażona – ale tak na prawdę zostały obrażone wszystkie kobiety znajdujące się na sali – nie tylko te mające ambicje wysokogórskie. Poczułam, że moje dotychczasowe udziały w wyprawach, samodzielność, wysiłek i czasami sukcesy zostały przekreślone przez publiczne sprowadzenie mnie do roli markietanki obozowej.

Panowie obudźcie się! Mamy XXI wiek, my kobiety jesteśmy mocniejsze i ambitniejsze, jeszcze bardziej zdeterminowane i jeszcze bardziej niezależne! Jeżeli czegoś nam brakuje, doszkalamy się, uzupełniamy technikę, więcej i mocniej trenujemy. Nie tylko w górach, ale również w życiu! Pokonujemy codziennie masę przeciwności, starając się łączyć życie domowe z zawodowym, dodatkowo jeszcze próbując znaleźć czas na rozwijanie swoich pasji. W obecnych czasach nie ma społecznego przyzwolenia na ujmowanie nam w jakikolwiek sposób i jakiejkolwiek dziedzinie życia, czy sportu. Następnym razem zastanówcie się więc nad podejściem i szacunkiem do osoby płci przeciwnej. Taki świat, jaki wykreujecie będzie miał wpływ również na Wasze partnerki i córki, które będą musiały się jakoś w tej rzeczywistości odnaleźć.

Boicie się, że już we wszystkim będziemy lepsze od Was? A jeżeli nawet, czy to naprawdę będzie takie straszne?! Nie ma przecież znaczenia płeć, każdy z nas jest po prostu człowiekiem!!! Na koniec może słowa z innego męskiego punktu widzenia: „Wspinaczka jest taka sama i dla mężczyzn, i dla kobiet. Najważniejsze warunki do tego są niezależne od płci, a skałom jest w końcu wszystko jedno, kto po nich chodzi” – Reinhold Messner – włoski himalaista, jako pierwszy człowiek zdobył Koronę Himalajów i Karakorum – wszystkie czternaście ośmiotysięczników świata…

Spotkanie poświęcone Wandzie Rutkiewicz w 25. rocznicę jej zaginięcia można obejrzeć tutaj: https://www.facebook.com/tvsudecka/videos/1500075920029202/?hc_ref=ARSDgI1WINGWkpVzzAwXsFtsVc_I4AdOl8o4KpBvWRI6KVWxYhDtHATXBLHurNMsw98
Całą wypowiedź Agnieszki Bieleckiej można przeczytać tutaj:
https://www.facebook.com/aggna/posts/10155177274223871

Zdjęcia i wiadomości z:

  • J. Jordan, „Okrutny szczyt. Kobiety na K2″
  • A. Kamińska, „Wanda. O sile życia i śmierci”
  • E. Matuszewska, „Uciec jak najwyżej. Nie dokończone życie Wandy Rutkiewicz”
  • R. Messner, „Na szczycie. Kobiety na górze”

Komentarze

Lila

Wiesz co, nie ujmując oczywiście temu wpisowi wydaje mi się(I mam nadzieję), że chodzi przede wszystkim o osiągnięcia, że wybrani zostali po prostu ludzie, którzy z różnych względów (sprawnosci i wydolności, doświadczenia, motywacji i pewnie kilku innych czynników, w tym skłonności do ryzyka) mają największe szanse na sukces podczas wyprawy, bo przecież chodzi o wyprawe narodowa nie o płeć czy wiek. Nie oceniam Majera ale nie wierzę,ze nie spodziewal sie takiego pytania czy był nim zaskoczony, może chodziło o jakaś medialna kontrowersje, większe zainteresowanie bo przecież ‚takie’ sprawy sprzedają się najlepiej.

    Daria Sieracka

    Właśnie o samo podejście do sprawy mi chodzi. O to by z większym poszanowaniem traktować kobiety. Jeżeli o nie zakwalifikowaniu się do wzięcia udziału w wyprawie zadecydowały inne czynniki, to można było w sposób ‚kulturalny’ i merytoryczny je przedstawić. Taki szowinistyczny tekst jest dla mnie nieakceptowalny…

Odpowiedz